czwartek, 10 października 2013

Rozdział 17

Rozdział 17 „Tracę wszystko co kocham.”
Spojrzałam na ojca, który odwrócił się i szybko wsiadł do samochodu odjeżdżając .Wtuliłam się w policzek Leona.
-Był tam? – spytał cicho
-Tak
Gdy wszyscy goście się rozeszli, a Leon zaniósł do samochodu prezenty ślubne. Podeszła do mnie moja teściowa.
- Mam wielkie szczęście, że Leon taką sobie znalazł. Szczerze to zawsze chciałam córkę, ale wyszło co wyszło.-zaśmiała się
- Mogło wyjść gorzej.
-No dobra, to ściągaj tę cudowną sukienkę i jedziemy.
-Dokąd? – spytałam, o żadnym wyjeździe nie wiedziałam
- No wiesz, prezent od rodziców pana młodego.
- Nie naprawdę, wystarczyło, że państwo za wszystko zapłacili.
- Och, bez dyskusji! Zmykaj na górę i przebierz się. –nalegała, uśmiechnęłam się i poszłam na górę, rozpuściłam włosy i przebrałam się. Zeszłam na dół, wszyscy już czekali. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na przedmieścia Buenos Aires. Wysiedliśmy przed domem, dużym, ładnym.
-Ta dam!
-Och, ja nie wiem co powiedzieć. Ja.. nie wiem!
-Och nie panikuj dziecko, właź do domu wszystko już tam jest.
-Ale…
-Och właź!- wtrącił się Leon, teściowie odjechali
-No popatrz, dużo miejsca, dla nas i dzieci. – To zdanie przypomniało mi, o pewnej sprawie, o której mu nie powiedziałam. Zrobiło mi się przykro, tracę wszystko co kocham!
-Leon, propo dzieci. To byłam dziś na badaniu kontrolnym i strasznie bolał mnie brzuch.
-Ale wszystko z nimi dobrze? – chyba zaczął coś podejrzewać
-Nie! Ja je zabiłam, poroniłam!
-Co? – z pochmurniał, a ja wybuchnęłam gorzkimi łzami, przytulił mnie. Oparł swoje czoło o moje i pocałował w nie.
                                                     ~**~
-Ludmi poczekaj!- krzyknął, lecz nie miałam zamiaru stanąć
-Nie odzywaj się do mnie! Mam tego dość!
-To nie moja wina!
-Nie, tylko twoich durnych fanek! – złapał mnie za rękę i odciągnął na bok
-O co ci chodzi? – spytał spokojnie
-O co? O to, że zawsze, gdy mamy się pocałować twoje durne fanki wszystko psują! Myślisz, że serce mi się nie kraja, gdy przeglądając internet widzę zdjęcia z podpiskiem: ”Ja i mój chłopak Federico”, ”Czy to nowa dziewczyna Federica?” i tysiące komentarzy internautów: „Tak to ona.”, „Ale szczęściara”, „Fede ma świetny gust”! Ja tak po prostu nie mogę! –odwróciłam się na pięcie i odeszłam
-Lu proszę!
-O co ? – odwróciłam się, co jak co, ale go kochałam
-Nikt już nam nie przerwie! Obiecuje! Wiesz, że cię kocham!
-Wiem i ja ciebie też. Po prostu to nie łatwo mieć sławnego chłopaka.- uśmiechnął się
-To co teraz?- pocałowałam go w policzek i szepnęłam
- Musimy poczekać, aż się wszystko uspokoi.
-Czyli?
- Nie możemy się spotykać w miejscach publicznych.
-Czyli tak na w pół ze mną zrywasz!
-Tak. – przytulił mnie
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!Federico!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-usłyszałam głos za sobą, były to jego fanki
-Stać!- wrzasnęłam, zatrzymały się-Łapy precz od mojego chłopaka!
-A ty niby kim jesteś, żeby był twoim chłopakiem!- spytała jedna
-Smętna, chuda i do tego brzydka! Nie umówił by się z taką! – te słowa uderzyły mnie mocniej, niż ponad 15 fanek, które zaraz potem mnie stratowały
-Ludymiła!  – wrzasnął Fede, wstałam potłuczona z ziemi spojrzałam na niego, moje oczy były wilgotne, zatrzymał się, tamte dziewczyny okrążyły go, zniknął, a ja odeszłam
Smętna, chuda i do tego brzydka! Nie umówił by się z nią!
Przysiadłam na ławeczce, zaraz przy najbliższej na widoku, słyszałam ich piski. Pogrążyłam się w płaczu. Ciężkie łzy spływały po moich obolałych policzkach, moje wargi drżały prawi tak bardzo, jak ręce. Zaczynało mi brakować łez, podniosłam się więc, czułam rzeki tuszu spływające po policzkach i trzęsące się ręce. Z tłumu wydobyła się „gwiazda”, jednym susem doskoczył do mnie.
-Lu…
-Mam tego dość.
-Ale przecież wiesz, że to tylko nastolatki bez życia.
-Wiem, ale ja przecież jestem smętna, chuda i brzydka.
-Nie, nie prawda. Dlatego uważam, że powinienem ogłosić całemu światu, choć wiem, że zrujnuje komuś życie, że jestem już zajęty.- uśmiechnęłam się lekko, odgarnął mi włosy i spojrzał mi w oczy.
-Kocham cię. – nasze wargi, po trudnościach w końcu się złączyły, miałam ochotę nie przerywać tego ,ale trochę brakło mi powietrza. Kiedy skończyliśmy, usłyszałam tylko słowa jednej z nastolatek bez życia.
-Zdzira! – uśmiechnęłam się
                                                           ~**~
Nastał deszczowy poranek zwiastował bóle głowy i zły humor. Nie czekając na cierpienia zeszłam na dół po tabletkę przeciwbólową. Oczywiście, jak to zawsze bywa, gdy boli mnie coś pudełko jest puste. Ból stawał się silniejszy, zaczęłam szukać Leona, ale nigdzie go nie było. W końcu zdenerwowana weszłam pod prysznic, gdy wychodziłam i znów ubrałam pidżme, poczułam ciepły pocałunek na szyi.
-Leoś, gdzie ty byłeś?
-W siłowni. – To my tu mamy siłownie?!
Pocałował mnie ponownie.
-Leon proszę, mam migrenę.
-To czemu nic nie wzięłaś? – Przepraszam panie Verdas, ale idiotki pan ze mnie nie zrobi!
- Skończyły się, a teraz to mi nic nie pomoże. Idę się położyć.-wychodząc zatoczyłam koło i wpadłam w jego ramiona.
-Może ci pomóc? – pokiwałąm głową
-Tak, poproszę.
@!%#^&*&()*&(^#$@!$*(&)_*&#$@!$%^*&()*^%$#$*&()
O nie! Fran nie dała żadnych zdjęć! Koniec świata ludzie! Koniec świata! Spokojnie wszystko nadrobię w kolejnym poście, więc lepiej cofnijcie to wezwanie straży pożarnej!
Fran



niedziela, 6 października 2013

Rozdział 16

Rozdział 16 „I że cię nie opuszczę, aż do śmierci”
„Żoną miałam być, miał być ślub i wesele też.”
Monika Brodka  „Miał być ślub” http://www.youtube.com/watch?v=ty3n87vbVe4

Violetta
Siedziałam teraz w białym pokoju, zazwyczaj szukałabym wyjścia, ale dzisiaj, coś przygwoździło mnie do ziemi. Wtem zza zasłony wyszła kobieta, ubrana na biało, trzymała dzban wody.
-Mamo? – kiwnęła głową, była niema
- Mamo, tata chce przerwać mój ślub! – kwiaty, które miała wpleć one we włosy, zgubiły płatki, które ułożyły pytanie „Kochasz swego wybranka?”
-Mamo, kocham Leona całym sercem! – „To za niego wyjdź, ojciec jest w Chinach. Nie zdąży. Powstrzymam go.”
-Mamo, kocham cię. Tak w ogóle, gdzie ja jestem?- „Czasami lepiej nie wiedzieć, gdzie spotkało się zmarłego. Jednak ci powiem, jesteś na granicy, piekieł, niebios i ziemi. Tutaj przyjdziesz po śmierci i zamieszkasz.” Jej obraz zaczął mi się rozmywać, znów straciłam grunt i obudziłam się na podłodze w pokoju. Podniosłam się, zrozumiałam, że tata za nic w świecie, nie odbierze mi tego co kocham! Pobierzemy się, w ogrodzie Leona! Czemu tam? Bo jest tam uroczo! Zbiegłam na dół do Leona.
-Leon! Zrozumiałam, że nic nie może mi ciebie odebrać. Dlatego bierzemy ślub! W twoim ogrodzie!- uśmiechnął się i pocałował mnie
-Mówiłem już, na ciebie mogę czekać całe wieki! – mocno się w niego wtuliłam
-Dobranoc! – krzyknęłam wchodząc na górę
-Dobranoc.
                                                           ~**~
Następnego dnia wstałam i pobawiłam się kolorami. Efekt:













Zmieniłam też etui:

Zaczęłam zapraszać gości, zamówiłam kwiaty, tort, suknię ślubną i tego pana co się Wszystkim  zajmie.
                                                       ~**~
Dzień ślubu zaczął się sympatycznie, rano wzięłam prysznic, i zaczęłam przygotowania.




Leon zaś miał ubrać ten garnitur:

O umówionej godzinie wszyscy przyszli, do ołtarza miał mnie odprowadzić Federico, zaś z ostatnimi poprawkami pomagała mi mama Leona.
-Gotowa.-powiedziała i odwróciła mnie w stronę lustra, wyglądałam naprawdę przepięknie. Wyjrzałam przez okno, wszyscy już byli. Dziewczyny miały piękne sukienki.
Francesca:

Camila:

Ludymiła:

Naty:


Uff, dobra zaczynamy. Byłam przerażona, w każdej chwili tata, mógł wbiec i przerwać ślub.Dobra zeszłam na dół. Czekał tam Fede.
-Yyy łał. – powiedział
-Dzięki.Ufff, zaczynamy. – odprowadził mnie pod ołtarz, wciąż spoglądałam, czy tata przypadkiem nie przybył
-Zebraliśmy się tu, by połączyć tę parę węzłem małżeńskim. Bla,bla bla. Ale najpierw, czy jest ktoś, kto ma powód, by przerwać ślub? Jeśli tak, to niech powie teraz lub zamilknie na wieki. –spojrzałam w stronę domu, taty nie było.-Nie? To kontynuujemy. Czy ty Leonie Verdas ,chcesz poślubić Violette Castillo?
-Tak.
-Czy ty Violetto….
-Tak –przerwałam mu
-Dobra, przysięga małżeńska. Violetta.
-JA Violetta Castillo, ślubuje ci Leonie Verdas miłość, wierność i, że cię nie opuszczę, aż do śmierci. Amen. – włożyłam mu obrączkę na palec
-Ja Leon Verdas,  ślubuję ci miłość, wierność i że cię nie opuszczę, aż do śmierci. Amen.-wsunął mi obrączkę.
-Na mocy udzielonej mi przez prawa, ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą.-Tak też zamierzał zrobić, nagle zobaczyłam mojego ojca, dlatego szybko zbliżyłam się i przyśpieszyłam pocałunek.
!@%#^()_*&^%$@#^$%^(^%$#@!@&_(*&^%$#*&Y@#@*(*%)_(*^%
Ta dam! Oto i rozdział i tak, znów bawiłam się zdjęciami. Poproszę 4 komentarze,a wrzucę kolejny rozdział. Huhu szantaż!

Fran,dam dam dam!

Bardzo ważne!Przeczytaj!

Kochani!
Czytam sobie magazyn "Świat na dłoni",polecam, i co chwila sprawdzam czy pod moimi rozdziałami są komentarze. Nie ma! Pojawia się pytanie,czy mnie czytają? Czy jest sens to ciągnąć dalej? Przypominam więc,że Anonimy też mogą dawać komentarze i bardzo o nie proszę,bo to naprawdę pomaga! I żeby nie było rozdziały wrzucam o godzinie 20 lub 21.Jak często? Jak często się da!Mam teraz wielki przypływ weny i chcę go wykorzystać, ale proszę komentujcie.Wam to nic nie robi,a mi daję wenę! Dlatego obie bardzo prosimy o komentarze!
Fran
PS Zaraz wstawię 16 rozdział

sobota, 5 października 2013

Rozdział 15

Rozdział 15 „Milczący telefon”
Violetta
Zobaczyłam list. List przyczepiony do okna na dwa kawałki taśmy klejącej. List, a właściwie listy, nie zostały zaadresowane, znaczy ,że ktoś je tu dostarczył, osobiście. Rozerwałam pierwszą kopertę, wyjęłam zawartość i zaczęłam czytać.
Droga Violetto!
Nie myślałem, żeś zdolna wyrządzić  mi tyle bólu. Jesteś naiwnym dzieckiem, które ciągle jeszcze nie wie, czego chcę. Miałem nadzieję, że to się niedługo skończy, ale nie! Ty musiałaś się zgodzić, chcesz wyjść za Leona Verdasa! Tego, przez którego w nocy płakałaś, tego, który ciągle cię ranił! Zastanowiłaś się nad tym? Nie. Czemu? Bo uważasz, że jest dla ciebie stworzony! Dziecko, ty masz 18 lat, studia, nauka, potem związki! Nie jesteś gotowa, tylko ci się wydaje! Chcesz mieć to za sobą, jesteś słaba. Potrzebujesz opieki, rodzicielskiej. Jesteś zmęczona, nie chcesz usiąść na poduszkach, które ci posłałem, wolisz jego kolana, chcesz być w jego ramionach. Czemu? Bo masz mleko pod nosem i uważasz, że prawdziwą miłość znajduję się od zaraz. Ale nie. Najchętniej zamknąłbym cię w wieży i nigdy nie wypuszczał. Zastanów się, czy tego chcesz. Zerwij zaręczyny! I tak przerwę wasz ślub!
Tata
Zacisnęłam pięści, zaraz jednak moje oczy zeszkliły się. Mój ojciec, takie coś? Nie to niemożliwe, a jednak….
-Violetta wszystko dobrze?- usłyszałam  głos Leona
-Nic nie jest dobrze! –wcisnęłam mu list w dłoń, szybko przeczytał i spojrzał na mnie
-Violetta…
-Leon, nie możemy! Ja nie chcę! Nie chcę, by mój ślub przewał mój ojciec! –wybuchnęłam
-To jakieś nieporozumienie. Zadzwoń do niego! – podał mi moją komórkę, wybrałam numer, sygnał, poczta głosowa, zostaw wiadomość, uff!
-Tato, to ja Violetta. Dostałam twój list. Odzwoń.-rozłączyłam się i odetchnęłam, staliśmy teraz, w salonie, milcząc. Pogłaskał mnie po policzku.
-Na ciebie mogę czekać całe życie, a nawet dłużej. – uśmiechnęłam się
-Już późno, też bym nie odebrała. – próbowałam sobie wyjaśnić całą tą sytuacje
-Tak, rozumiem.
-Zostaniesz ze mną? – spytałam
-Taki miałem zamiar. – wskazał na torbę
-Yy nie mam rozłożonego tapczanu w pokoju gościnnym. Poczekaj chwilę.
-Nie, nie przemęczaj się. Będę spał na kanapie. – zapewnił mnie
- Jak chcesz. – westchnęłam i oparłam głowę o jego ramie, oplótł mnie ręką i mocno przytulił
-Kocham cię. – szepnął
- Ja ciebie też. – odpowiedziałam cicho
                                                   ~**~
Następnego dnia, wstałam i szybko udałam się do łazienki. Wzięłam zimny prysznic, żeby zmyć z siebie ciężar wczorajszej nocy. Otuliłam się ręcznikiem i wsmarowałam sobie balsam w ciało. Była sobota, chciałam sobie  poeksperymentować ze stylizacjami. Zaczęłam od  fryzur, następnie makijażu, a na końcu z ubraniami. Efekt końcowy w pełni mnie zadowolił.





 
Gotowa chwyciłam torbę i chwyciłam telefon, lecz zanim wyszłam zmieniłam etui, na pasujące do stroju.

Usiadłam w pobliskiej kawiarni i zamówiłam koktajl bananowy, położyłam telefon na stoliku i czekałam na sygnał. Jednak telefon milczał. Patrzyłam na dzieci bawiące się w parku piłką, na biegające psy, na zakochanych siedzących na ławce, czule się obejmując. Westchnęłam, gdyby to było takie proste. Nagle usłyszałam dzwonek  telefonu, bez spoglądnięcia, kto dzwoni odebrałam.
-Halo? – spytałam podekscytowana
- Violetta? Gdzie jesteś?
- A, to ty Leon.-powiedziałam smętniej
-Coś nie tak?
- Wszystko dobrze, ale czekałam na inny telefon.
-Od ojca?
-Tak.
-Zadzwoni, mówię ci, ale musisz być cierpliwa.
-Dobrze, kocham cię ,papa!
-Pa!
Westchnęłam, nie miałam co liczyć. Szybko wstałam i przeszłam przez park żwawym krokiem. Skręciłam w boczną uliczkę i tym sposobem, byłam już pod domem. Weszłam, Leon siedział na kanapie, gdy weszłam szybko się podniósł.
- Czemu wyszłaś?
-Chciałam pobyć sama.
-Dobrze, ale mogłaś chociaż napisać SMS-a!
-Przepraszam, śpieszyło mi się.
-Nie ma sprawy. – pocałował mnie, weszłam na górę, podłączyłam telefon do ładowarki i weszłam do wanny. Umyłam włosy i szybko je wysuszyłam, spojrzałam na siebie w lustrze.
Jesteś tylko dzieckiem.

Te słowa przeleciały mi przez głowę, wzdrygnęłam się. Szybko ubrałam się i bez poprawy makijażu, wróciłam do pokoju. Spojrzałam na wyświetlacz  komórki1 nieodebrane połączenie od taty…

Zależało mu, by ze mną porozmawiać. W tym momencie świat zawirował, straciłam grunt pod stopami, zemdlałam.
!#$%#@#$^*&()(*&^*%#$!@$#%^^#$%^%*&(*^%#^&%#$^&$
Buhahaha! Fran bawi się wklejaniem zdjęć! Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
3 komentarze= rozdział 16
Yey!
Fran,dam dam dam!


środa, 2 października 2013

Rozdział 14 cz.2

Ten rozdział dedykuje Paula K
Violetta
Siedziałam na kanapie w pochmurny dzień,oglądając telenowele.Chyba zaraziłam się od Leona miłością do nich.Nagle usłyszałam grzmot,szybko zeskoczyłam z kanapy i zamknęłam drzwi na taras,przy okazji spojrzałam na świat.Czarne chmury spowijały niebo,a błyszczące błyskawice były jak rany przecinające szarawe płótno.Żarówka w lampie salonowej zgasła na sekundę i znów zabłysła.Przeraziłam się,nie lubię burzy wzięłam telefon i napisałam do Leona.
Leon,
Proszę przyjdź potrzebuję cię.
Viola

Violu,
Nie mogę teraz,mam trening.
Leon

Naprawdę nie można tego przełożyć?

Przepraszam,ale nie.

Szkoda...

Przyjdę za pół godzinki.

Dobrze,powodzeni.Buziaczki.Kocham cię.

Ja ciebie też.Do zobaczenia!

Świetnie,Leon nie może,co teraz?Tak strasznie się boje.Nagle zobaczyłam cień w kształcie wielkiej ręki,który pełzł po ścianie,przerażona odwróciłam głowę w drugą stronę i zobaczyłam człowieka w przemoczonym płaszczu i torbą.Spanikowana przebiegłam przez kuchnię i wybiegłam przez drugie drzwi.Tajemniczy mężczyzna okrążył dom i zaczął mnie gonić,uciekałam ile sił w nogach,ale mnie doganiał.W końcu go zgubiłam,ale zaraz na niego wpadłam.Wiedziałam,że to mój koniec,zgwałci mnie lub udusi,ale ujrzałam Leona.
-Co ty tu robisz?Miałeś mieć trening?
-Chciałem ci zrobić niespodziankę.
-Och,wiesz,jak mnie przeraziłeś!
-Wiałaś jak poparzona!
-Bo ja się boje burzy.-zawstydziłam się,przytulił mnie
-Już po wszystkim,po wszystkim.-uśmiechnęłam się
Wróciliśmy do mojego domu,a tam ujrzałam.......
!@#$%^&*()(*&^%$#@$^%^&*(&$#@!$%^&*(()%^$#@!@$%%^&*()
Oto i rozdział,3 komentarze=rozdział.
Fran